
Ostatnio wpadł mi w ręce wydany w latach osiemdziesiątych XX wieku, czyli wcale nie tak dawno temu, poradnik dla matek (nie dla rodziców, tylko właśnie dla matek). Ówczesne młode mamy mogły się z niego dowiedzieć, jak pielęgnować niemowlę i jak wychowywać dziecko. O udziale ojca w tych czynnościach autorzy poradnika nawet nie wspominają. Oczywiście wszystkie ówczesne poradniki tego typu reprezentowały takie samo stanowisko. Interesujące, jak wiele zmieniło się w kwestii wychowywania dzieci i pielęgnacji niemowląt w ciągu zaledwie dwudziestu paru lat...
O karmieniu
Na trochę pożółkłych już kartach wspomnianego poradnika można wyczytać, że niemowlę powinno być karmione o ściśle określonych porach, a konkretniej: co trzy godziny w ciągu dnia i co sześć godzin w nocy. Dzięki temu malec od pierwszych dni swego życia będzie się przyzwyczajał do regularnych posiłków, na pewno nie zacznie traktować piersi mamy jak uspokajającego smoczka, no i samo jedzenie będzie mu się kojarzyło tylko z zaspokajaniem głodu, a nie z przyjemnością ani z matczyną czułością. A dzisiaj, jak wiadomo, obowiązuje powszechny model karmienia na żądanie. To diametralna zmiana.
O płaczu
Wedle zaleceń ówczesnych ekspertów w dziedzinie wychowywania dzieci w żadnym wypadku nie można "rozpieszczać" niemowlęcia. Nie można brać malca na ręce, kiedy płacze "bez powodu". Właściwie jedyne kontakty z niemowlęciem, od pierwszych dni jego życia, powinny ograniczać się do karmienia o ściśle określonych porach, przewijania, kąpania i przenoszenia z łóżeczka do wózka. Nie wolno przyzwyczajać malucha do noszenia na rękach, bo w ten sposób "rozpieszcza się" go, a matka nie ma czasu na gotowanie, sprzątanie i pranie. Dziś na szczęście już wiadomo, że do prawidłowego rozwoju dziecka potrzebne jest nie tylko pożywienie i czyste pieluszki, ale też rodzicielska miłość, czułość i jak najwięcej dotyku.
O nocniku
Dwadzieścia lat temu zalecano, aby naukę korzystania z nocnika rozpocząć od razu, kiedy niemowlę nauczy się siedzieć. Malec powinien być "wysadzany" regularnie, co kilka godzin, i przez kilkanaście minut powinien siedzieć na nocniku. Nieważne, że sześcio-, siedmiomiesięczne niemowlę nic z tego jeszcze nie rozumie - w końcu przecież zrozumie. Może nawet w ciągu tych wielu miesięcy, zanim dziecko zacznie naprawdę rozumieć, do czego służy nocnik, niemowlęciu uda się parę razy w ten sposób załatwić swoje potrzeby. Obecnie zaleca się rozpoczęcie procesu "pożegnania z pieluszką" dopiero wtedy, gdy dziecko rozumie, o co się je prosi, i potrafi zakomunikować potrzebę skorzystania z nocnika.
Wiedza a intuicja
Niesłychane, że w ciągu niespełna trzydziestu lat zaszły aż tak wielkie zmiany w dziedzinie wychowywania dzieci i pielęgnacji niemowląt. Jeszcze bardziej interesujący jest według mnie fakt, że wiele młodych mam ślepo słucha i bez szemrania wypełnia wszystkie te eksperckie zalecenia. Owszem, niedoświadczeni rodzice muszą skądś czerpać wiedzę, ale znacznie ważniejsza od wiedzy jest intuicja.
Wiadomo, że prawie żadne niemowlę nie jest głodne na zawołanie, co trzy godziny - i ówczesne mamy, które kierowały się intuicją (czy może: zdrowym rozsądkiem), nie trzymały się ściśle tego "rozkładu karmienia". Podobnie z płaczem - mimo zaleceń wszystkowiedzących ekspertów nie każda mama zostawiała w łóżeczku płaczące "bez przyczyny" niemowlę. Z kolei dzisiaj, wbrew radom znawców, młode mamy, które po kilku godzinach bezskutecznego uspokajania dziecka nie mają już siły nawet stać (a nie ma nikogo do pomocy), mogą odłożyć na chwilę płaczące niemowlę do łóżeczka, wyjść do drugiego pokoju i uspokoić się. A kwestia pożegnania z pieluszką? Dzisiaj zaleca się, aby nastąpiło to w okolicy 2 roku życia dziecka, ale jeśli już roczne dziecko, co się zdarza, umie zakomunikować, że chce mu się siusiu, i jest zainteresowane nocnikiem, to po co i na co czekać?
Wszystkie rady, porady, poradniki (czy to babcine, czy to sąsiedzkie, czy to eksperckie) mogą być pomocne i taki jest przecież cel i sens ich istnienia. Pod warunkiem jednak, że młodzi rodzice nie dostosowują się do nich ślepo, bezmyślnie i odruchowo, ale rozważają i wybierają najlepsze dla nich rozwiązania. Bo przecież nie ma czegoś takiego jak uniwersalna "instrukcja obsługi dziecka".
Anna Golus