
Chcemy, żeby nasze dziecko rosło. Rozwijało się. Uczyło nowych rzeczy. Mamy, które spotykają się przy okazji rodzinnych uroczystości i na placach zabaw chwalą się swoimi dziećmi: a mój już siedzi, zjadł cały talerz zupy, umie mówić "pies"...
Oczekujemy, że nasze dzieci będą zachowywać się na poziomie, nie przyniosą nam wstydu, że pokażą innym jacy dobrzy z nas rodzice.
A tymczasem nasz dwulatek zaczyna raczkować z rok młodszym bratem. Zabiera jakiemuś maluchowi smoczka. Czterolatkowi trudno się z nimi rozstać w przedszkolu. Pięciolatek nagle wybucha płaczem albo zaczyna jęczeć nam nad uchem. A może naszemu dziecku pojawił się młodszy brat lub siostra i oczekujemy, że starszy będzie zachowywał się na poziomie?
Tymczasem dla naszego dziecka nie jest to wcale takie proste. Ono nie postrzega tego, co dziecięce jako gorszego a tego, co dorosłe jako bardziej wartościowego. I całe szczęście. Inaczej, mając świadomość, że jest jeszcze dzieckiem, czuło by się z tym przez cały czas bardzo źle.
A dlaczego właściwie dla nas jest to taki problem? Dlaczego tak wstydzimy się tego, że nasze dziecko zachowuje się "jak dzidzia"? Dlaczego potrafimy nieustannie sprawiać naszym dzieciom przykrość uwagami na temat ich nie dość, jak na ich wiek, dojrzałego zachowania?
Może wynika to z naszych lęków i naszej niewiedzy dotyczącej praw jakie rządzą rozwojem dziecka?
Boimy się, że jeśli nie będziemy popychać dziecka do przodu, wymagać od niego, strofować to nasze dziecko nigdy nie zdecyduje się na wyjście ze stanu dziecięcości.
Wierzymy, że rozwój jest prostą drogą w górę i jeśli dziecko się na tej drodze zatrzyma, albo nawet cofnie to stanie się coś złego.
Wierzymy, że okazując dziecku naszą aprobatę lub nie w zależności od jego zachowania możemy wspomóc jego rozwój.
Wstydzimy się, że ktoś mógłby zinterpretować zachowanie naszego dziecka jako naszą porażkę wychowawczą.
Wierzymy, że rozwój polega na przechodzeniu od jednych zachowań do innych, bardziej dorosłych, bez szansy powrotu.
Tymczasem jest zupełnie odwrotnie:
Każde dziecko chce i lubi się rozwijać a energia do tego rozwoju pochodzi z jego wnętrza. Rozwój jest wrodzoną potrzebą każdego żywego organizmu. Jedyne czego dziecko potrzebuje od nas do rozwoju to pewności, że bez względu na to, co się stanie będziemy je kochać tak samo.
Żeby pójść do przodu czasem trzeba się cofnąć. Do skoku rozwojowego dzieci często biorą rozbieg, czasem zbierają siły. Dzięki temu mogą dojrzewać w najlepszym dla siebie tempie.
Czasem, kiedy przed dzieckiem pojawiają się szczególnie trudne wyzwania odwołanie do starych sposobów radzenia sobie ze stresem, które zostały już dobrze przećwiczone i okazały się skuteczne jest najlepszym, co dziecko może dla siebie zrobić.
To szczególnie ważne gdy pojawia się w rodzinie ktoś młodszy, żeby dziecko nie czuło, że mali mają jakieś szczególne przywileje, że jest im po prostu lżej.
Dziecko, które słyszy od nas, że nie zachowuje się odpowiednio do wieku, jest zawstydzane i krytykowane zaczyna się czuć źle samo ze sobą. To sprawia, że dziecinne sposoby radzenia sobie ze stresem stają się dla niego jeszcze bardziej niezbędne. I tak rodzi się błędne koło.
Więc zamiast powtarzać ciągle: jesteś już duży, nie zachowuj się jak maluch, tylko dzidzia tak płacze, pięciolatki tak nie robią... pobawcie się w dzidziusia. Poopowiadajcie waszemu dziecku jak to było, gdy było malutkie. Pooglądajcie zdjęcia. Poprzytulajcie się tak jak dziecko lubi. Pokażcie dziecku, że akceptujecie je także wtedy, kiedy jest mu szczególnie trudno.
Agnieszka Stein